Mitchell nie spał już. Kręcił się po kuchni usiłując jednocześnie nalać sobie kawy, ubrać czerwoną koszulę w kratę i dokończyć robienie drugiej kanapki. Pierwszą już trzymał w zębach.
-Mitchell uważaj. -usłyszał za sobą głos Annie która pojawił się znikąd.
-Chryste Annie! -zawołał łapiąc kanapkę. -Wystraszyłaś mnie.
-Może ci to umknęło Draculo ale jestem duchem. -powiedziała siląc się na śmiech.
-Wybacz. -rzucił kończąc śniadanie.
W kuchni zjawił się George ziewając jakby nie spał z rok. Okulary miał przekrzywione, a pasek szlafroka ciągnął się za nim po podłodze. Pomachał wszystkim i usiadł na krześle przysypiając. Mitchell postawił przed nim kubek kawy.
-Nie śpij brachu. -zaśmiał się wesoło i klepnął go w plecy.
Właśnie w tedy zjawiła się Nina która też nie wyglądała najlepiej. Udawała twardą, ale Mitchell wiedział że się martwi i po prostu boi nieznanego. Blondynka już wyszykowana do pracy usiadła przy stole i zapaliła papierosa.
-Jak się spało? -spytała Annie z uśmiechem.
-Dobrze. -skłamała Nina również się uśmiechając.
Silna była, nie da po sobie poznać że coś jest nie tak. Mitchell spojrzał na nią z nieukrywanym podziwem.
-George? Masz dziś na rano? -spytała blondynka zaciągając się papierosem.
-Nie. Dziś tylko Mitchell. -odparł George z delikatnym uśmiechem.
Nie było mu łatwo. Na jaw wyszły nieznane Ninie pewne sprawy i tajemnice i wilkołak nie bardzo wiedział jak dziewczyna to przyjmie.
-No ok. -Nina skończyła palić i wypiła łyk kawy. -Jestem gotowa do wyjścia.
-Ja już też. -uśmiechnął się Mitchell. -To do zobaczenia wam.
George pomachał im, a Annie odprowadziła do drzwi w radosnych podskokach.
-Udanego dnia. Powodzenia. Trzymajcie się. -ćwierkotała jeszcze długo po tym jak Mitchell ubrał płaszcz i wyszedł z Niną na ulicę.
Kiedy w końcu byli zbyt daleko by słyszeć radosnego ducha Nina westchnęła ciężko.
-Jak wy tak możecie? -spytała.
-Co możemy?
-Żyć. Tak. Annie jest martwa a jednak bardziej żywa niż ja po nocy na ostrym dyżurze. George też na co dzień nie martwi się że jest wilkołakiem. I ty. Widziałam cię wcześniej tyle razy i w życiu nie podejrzewałabym że wykradasz krew z lodówek.
-Nie wykradam. -przysiągł. -A my... Wiesz. Nam życie zostało odebrane. Annie została zabita przez narzeczonego, którego bardzo kochała. George miał dziewczynę kiedy został zaatakowany i musiał ją zostawić by nie zrobić jej przypadkiem krzywdy. Ja. I Wojna Światowa. Zamiast zostać bohaterem wojennym zostałem zmieniony i uprowadzony co zrobiło ze mnie dezertera i tchórza w oczach ludzi i na kartach historii. I zaufaj mi że miałem nadzieję po zakończonej wojnie znaleźć sobie miłą dziewczynę, poprosić ją o rękę, zostać mężem i ojcem. Kiedy życie zostaje odebrane w tedy najbardziej się je docenia i żałuje że nie przeżyło się go lepiej. Dlatego staramy się żyć w miarę normalnie.
Nina słuchała go uważnie i nie przerwała ani razu.
-Owszem są momenty kiedy nasze życie teraźniejsze daje nam jasno do zrozumienia że nie jesteśmy już ludźmi. George ma tak zawsze przed pełnią i podczas niej. Annie już nigdy nie zazna żadnych przyjemności, takich jak jedzenie, picie, seks. Ja natomiast muszę ciągle walczyć z głodem. I nie zawsze wygrywam.
-Ta dziewczyna, pielęgniarka dla której przed szpitalem stoi ławka z tabliczką... Ty ją zabiłeś? -spytała Nina.
-Uwierz mi nie chciałem tego. -westchnął ciężko.
-Chyba nikt by nie chciał...
-Herrick którego zabił George. On lubował się w zabijaniu. Traktował ludzi jak bydło i chciał by światem rządziły wampiry. Idea polegająca na zniewoleniu ludzkości, traktowaniu ich jak żywność.
-Dobrze że ten skurwiel nie żyje. -powiedziała blondynka.
Dotarli do szpitala gdzie Nina przystanęła na chwilę.
-Nie zrobię nikomu krzywdy? -spytała.
-Nie. Musiałabyś kogoś podrapać. Traktuj to normalnie, zawodowo.
-Postaram się. -rzuciła z nutą sarkazmu i weszła do szpitala.
Mitchell wszedł za nią i ruszyli do swoich zajęć.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz